Architektura łączenia

Na temat obchodów Roku Rzeki Wisły w Wawrze i inwestycjach w dzielnicy z zastępcą burmistrza dzielnicy Wawer, Leszkiem Baraniewskim,
rozmawiają Agnieszka Skórska-Jarmusz i Paweł Ludwicki



ożna zacząć od mostu Gdańskiego. Neon „Miło Cię widzieć” jest jak prognoza udanego spaceru. Szybciej. Albo wolniej. Wodząc wzrokiem po urokliwych kamienicach na skarpie Starego Miasta. Albo wypatrując pośród praskich olch i topoli korony Narodowego. Można z drugiej strony. Pierwsze kroki w towarzystwie warszawskiej Syreny. Na koniec wytchnienie wśród przyjemnego chłodu fontann na Podzamczu. Tak się składa, że wytchnienie niezbędne. Dzień wyjątkowo upalny. Trzydzieści cztery stopnie w cieniu. Można skrócić dystans. Można wpaść w pół drogi. Ot choćby przejściem pod Wisłostradą. Skądkolwiek. Dokądkolwiek. Po cokolwiek. I po nic. Tyle sposobów użycia, ilu bywalców. A bywalców sporo. Bulwary wiślane przyciągają. Nie dają się zapomnieć. Są miejscem, do którego chce się wracać. Z którego, prawdę mówiąc, nie chce się ruszać.
Niektórzy wygrzewają się w słońcu na imponujących, ciekawie wyszlifowanych głazach lub falistych, drewnianych leżakach. Inni odpoczywają na trawnikach w cieniu sporych grabów lub szukają dla siebie przestrzeni wśród wiklinowych koszy na zaimprowizowanej plaży. Ktoś tańczy. Ktoś śpiewa na barce. Słychać beztroski śmiech dzieci. Dorosłych zajmują rozmowy o demokracji. Zakochani zajmują się sobą. Umierają z miłości. Życie płynie. Wisła płynie.
Nie ma w tym przypadku, że zrewitalizowane bulwary od razu stały się organicznym składnikiem społecznego krwioobiegu stolicy. Weszły warszawiakom w nawyk. Naturalnie wypełniły pewien brak. Zaspokoiły odczuwalną, choć może nie do końca uświadomioną, tęsknotę. Wychodzą bowiem naprzeciw zapotrzebowaniu na wpisywanie w tkankę miejską przestrzeni przyjaznych mieszkańcom, służących społecznej integracji. Przełamują tym samym niepokojącą w ostatnich latach tendencję, by przestrzeń publiczną traktować jako pole walki o wpływy, a co za tym idzie, by ją jak najbardziej sprywatyzować. Wydają się, jak na razie, zwycięstwem dobra wspólnego nad partykularnymi interesami. Zamiast pozostawać, jak do niedawna, miejscem o niedopowiedzianej funkcji, stały się terenem swobodnego spotkania, rozmowy i odpoczynku. Terenem wolnym, dostępnym dla każdego, niewymuszonym.
Główna w tym zasługa zastosowanych rozwiązań architektonicznych, które, podobnie jak w przypadku przebudowanego placu Grzybowskiego czy Służewskie ….

 

Pełna wersja tego i pozostałych artykułów dostępna jest w papierowym wydaniu Kuriera Warszawskiego nr 4 (57)/2017.

Wiadomości i informacje z Warszawy http://kurier-warszawski.pl