W setną rocznicę odzyskania niepodległości prezydent Duda ogłosił odbudowę pałacu Saskiego. Prawicowe środowiska od lat ekscytuje wizja zabudowy dzisiejszego placu Piłsudskiego. Pytanie tylko, czy symbol taki, jak pałac Saski, z całą jego jego historią na pewno dobrze odzwierciedla idee Niepodległej?

Pałac zdrajcy

U zarania budowy pałacu Saskiego stał Jan Andrzej Morsztyn, błyskotliwy poeta, którego znaczna część literackiego dorobku nie nadaje się dziś do publicznego cytowania; dyplomata zręczny, choć zdrajca stanu, duszą zaprzedany Francji… Co przez większą część jego kariery za grzech bynajmniej nie uchodziło, przeciwnie: wyniosło go na sam szczyt powodzenia i bogactw…W 1661 roku, chcąc zyskać miejsce pod przebudowę drewnianego dworu ojca, wyjednał u Jana Kazimierza zgodę, by zasypać część wału zygmuntowskiego, utworzonego po bitwie pod Cecorą na wypadek tureckiego najazdu.

Murowana rezydencja z lat 1666-71 – z okazałym ryzalitem wejściowym, bez oficyn, za to z narożnymi wieżami, była jednym z większych i bardziej efektownych pałaców siedemnastowiecznej Warszawy, zwłaszcza po dobudowaniu do wież galerii i dwupiętrowych pawilonów. Przez lata wierzono, iż za projektem stał Tylman z Gameren, największy architekt polskiego baroku. Dziś wiąże się go raczej z architektem Wazów Giovannim Battistą Gislenim, choć i genialny Holender, jako kierownik budowy, zapewne troszkę przy nim majstrował.

W 1683 roku Morsztyn opuścił Warszawę w pośpiechu i niesławie. Słusznie oskarżony o inspirowanie spisku mającego na celu detronizację Jana III Sobieskiego, zbiegł do ukochanej Francji i nieźle się tam urządził, zostając sekretarzem Ludwika XIV. Nazywał się odtąd hrabią de Chateauvillain. W Rzeczpospolitej zaocznie skazano go na utratę urzędu i konfiskatę ogromnych dochodów. Ale sam pałac odziedziczyła po nim córka, Ludwika Maria Bielińska.

W saskich rękach

Nowy, intensywnie pisany rozdział w historii budynku zaczął się 30 lat później. W 1713 r. odkupił go król August II Mocny z saskiej dynastii Wettynów. Wraz z rodzinnym domem Morsztynówna przehandlowała cześć swojej córki Marianny, która w łożu króla zastąpiła osławioną hrabinę Cosel. Jednak saski rozpustnik kobietą znudził się po roku. Bardzo młode i niedoświadczone niewiasty nigdy nadmiernie go nie ekscytowały. Wolał te dysponujące większą eksperiencją erotyczną. Pałac natomiast zaprzątał go aż do śmierci w 1733 roku.

Z punktu widzenia monarszych potrzeb dom Morsztyna był jednak za skromny, zbyt kameralny. W ówczesnej Europie wszystkie głowy zdobne koroną, mitrą czy tiarą opanowała jedna myśl architektoniczna: podążyć za imponującym przykładem Wersalu z jego olśniewającą rezydencją i świetnymi ogrodami. Rezydencja miała świadczyć o potędze władcy. Dla obejmującego obcy tron Sasa taka demonstracja splendoru miała głębszy sens.

Przez dwadzieścia lat August II zlecał kolejne projekty rozbudowy nadwornym architektom. Współuczestniczył nawet w ich tworzeniu, bo wykazywał w tym kierunku spore uzdolnienia i zamiłowanie (choć niektórzy twierdzą, że daleko mu pod tym względem do Stanisława Augusta). Projekty Jana Krzysztofa Naumanna, Karola Fryderyka Pöppelmanna i Joachima – saskich architektów przywiezionych z Drezna – były okazałe, rozbudowane wręcz fantastycznie i na realizację większości z nich władcy nie byłoby stać. Niestety, zważywszy na ich walor artystyczny.

W sumie, w drezdeńskich archiwach prawie 400 wiąże się z architekturą i założeniem urbanistycznym Osi Saskiej i nie jest to bynajmniej materiał kompletny! Wersje ostatecznie, zrealizowane oczywiście, nie były tak efektowne, jak przeniesione na papier sny władcy i tak jednak stanowiły jedno z najpiękniejszych zespołów stolicy.

Mocny akcent w panoramie Warszawy

Dużą część „starej” pomorsztynowskiej zabudowy gospodarczej wyburzono, lecz sam pałac podskarbiego przez cały czas utrzymywał funkcję corps de logis, tj. głównej części rezydencji. Tam, od strony dziedzińca honorowego, mieściły się apartamenty władcy. Król, dążąc do powiększenia przestrzeni dla rozbudowanej administracji, kazał dobudować boczne skrzydła (częściowo drewniane), które stworzyły prostokątny dziedziniec od strony miasta, z bramą wjazdową od Krakowskiego Przedmieścia.

Kurier Warszawski

 

 

Rozrastająca się posiadłość króla stopniowo wchłaniała sąsiadujące rezydencje magnackie, jak pałac Sanguszków (później przekształcony w pałac Brühla) i siedzibę biskupa Teodora Potockiego (późniejszy pałac Błękitny). Na tyłach rezydencji znalazły się wypieszczone ogrody, od 1727 roku dostępne dla wszystkich. Tę politykę otwarcia na mieszkańców stolicy kontynuował później Stanisław August w Łazienkach.

Kurier Warszawski

Epopeja budowlana

Badacze dziejów Pałacu Saskiego podkreślają prowizoryczność działań architektów Augusta II. Wskazują, że właściwa rozbudowa nastąpiła dopiero za panowania jego następcy. August III ograniczył rozmach utopijnej wizji swego ojca na rzecz budowlanej konsekwencji. Skrzydła drewniane zastąpiono murowanymi. Dobudowano też nowe od strony dziedzińca ogrodowego.
Dzieło Karola Fryderyka Pöppelmanna, Joachima Daniela Jaucha i Jana Zygmunta Deybla stało się czołowym zespołem architektoniczno-urbanistycznym Warszawy z 1. poł. XVIII wieku. Największą kompozycją przestrzenną epoki baroku w tym mieście, zajmującą obszar od Krakowskiego Przedmieści po Wielopole i ulicę Chłodną, wtedy nazywaną Aleją Wolską. Na terenie kompleksu znajdował się m.in. budynek Saskiej Operalni – pierwszego publicznego teatru operowego, który korzystał z królewskiego mecenatu. Otwarto go w lipcu 1748 r.

Saska ambasada

Po śmierci Augusta III w 1763 roku pałac przeszedł na własność elektorów saskich. Służył za ambasadę saską w Rzeczpospolitej przez cały czas panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Część peryferyjnych pomieszczeń wynajmowano też na biura i mieszkania.
Insurekcja Kościuszkowska zainicjowała jego upadek. Ostre starcia powstańców z wojskami generała Igelströma na pałacowych dziedzińcach pamiętnego 17 kwietnia 1794 roku mocno nadwyrężyły budynek.
Sasi korzystali z pałacu do 1816 r., gdy mocą ustaleń Kongresu Wiedeńskiego Fryderyk August I zrzekł się tytułu księcia warszawskiego. W pałacu urządzono Liceum Warszawskie  kierowane przez Samuela Bogusława Lindego – wykładał w nim m.in. ojciec Fryderyka Chopina. Incydentalnie pojawiały się projekty dostosowania bryły budynku do nowego stylu (projekt Piotra Aignera). Nie weszły jednak w fazę realizacji ze względów finansowych. Gmach niszczał. Dzieła destrukcji dopełniło powstanie listopadowe i kolejne walki na ulicach miasta.

Rosyjski spekulant Skwarcow burzy rezydencję króla

Zrujnowany budynek, przed którym urządzał parady Wielki Książę Konstanty, w 1837 r. kupił na licytacji pupilek namiestnika Królestwa Polskiego Iwana Paskiewicza. Niezmiernie aktywny w Warszawie rosyjski kupiec Iwan Skwarcow przebudował pałac. A mówiąc wprost – wybudował go od nowa. Dotąd chroniona środkowa część – cenna architektoniczna pozostałość po architekturze dojrzałego baroku − została barbarzyńsko wyburzona! Zastąpiła go kolumnada autorstwa mocno związanego z dworem petersburskim Adama Idźkowskiego, który niesłusznie uchodzi za twórcę całego projektu. Istotnie, architekt przedłożył swój projekt w konkursie, do którego przystąpiły również takie sławy jak Antonio Corazzi i Henryk Marconi. Ten ostatni w opinii jury bezdyskusyjnie wygrał rywalizację. Wskutek kaprysu Paskiewicza przyjęto do realizacji wizję trzeciorzędnego budowniczego Wacława Ritschela, co prawda profesora Uniwersytetu Warszawskiego. Noszący tytuł księcia warszawskiego Paskiewicz nie widział potrzeby uzasadniać pogwałcenie werdyktu sądu konkursowego. Idźkowski ogarnął jako tako projekt Czecha i kierował jego realizacją. Przebudowano także – w stylu klasycystycznym – skrzydła Pałacu Saskiego.

Złowrogi symbol obcej władzy

Budynek odtąd służył wojsku. Mieścił się tu Sztab Generalny Armii Królestwa Polskiego, a od 1862 rosyjskie Dowództwo III Warszawskiego Okręgu Warszawskiego. Na tle kolumnady, z woli Mikołaja II stanął symbol zwycięstwa caratu nad powstaniem listopadowym – pomnik Poległych za Wierność Monarsze – psując nerwy warszawiakom. Później zastąpił go równie nielubiany (choć malowniczy) sobór św. Aleksandra Newskiego. Polacy rozebrali go po odzyskaniu niepodległości. W samym Pałacu umieścili m.in. Sztab Generalny Wojska Polskiego i Biuro Szyfrów. Intencjonalnie – tylko tymczasowo, budynek trącił już myszką i nie zaspokajał potrzeb nowoczesnego państwa z ambicjami. Ale to wówczas przed jego fasadą ustawiono pomnik bohatera, z którego można było być dumnym − księcia Józefa Poniatowskiego. W kolumnadzie, pod arkadami stanął Grób Nieznanego Żołnierza.

W mrocznych latach okupacji Pałac Saski ponownie stał się siedzibą opresyjnych władz. Jego fasadę – aż do ostatecznej zagłady − szpeciły podłużne czerwone płachty ze złowrogą swastyką. Do czasu ostatecznego zburzenia go pod koniec wojny.

Odbudować więc czy nie?

W setną rocznicę niepodległości władze zapowiadają odbudowie Pałacu Saskiego w tej ostatniej formie, jaką widziała Warszawa. Dwóch czynszowych kamienic, bez większych wartości estetycznych, wybudowanych niechlujnie tak, że trzeba było rozeprzeć je słynną kolumnadą. Budynek, który przez większość czasu służył za siedzibę wroga i tło dla pomników – symboli obcej dominacji. I który stanął w miejscu reprezentacyjnej siedziby.
Trudno oprzeć się refleksji, że – zważywszy na historię – niezbyt trafiony to symbol niepodległości. Z punktu widzenia zaś samej estetyki, większy żal powinno wzbudzać prawdziwe saskie założenie. Utracone jednak bezpowrotnie.

Agnieszka Skórska-Jarmusz