Im więcej chłodnych dni, tym lepiej ma się pokusa, by pozostać w domu i przytulić się do ciepłego kaloryfera. Ba, gdybyż jeszcze nie był taki brzydki… Grzejnik to zazwyczaj pięta achillesowa procesu urządzania naszych wnętrz. Godzimy się na ten szpetny element, bo „sorry, taki mamy klimat”. 


Choć nie wszyscy. Niektórzy ciągle z kaloryferem walczą. Najczęściej maskują go kanapą lub fotelem. Inni bawią się w prowizorkę, montując przed nim fikuśne zasłonki produkcji własnej, albo kupując profesjonalne osłony z rattanu lub fantazyjnie ciętej płyty z MDF. Wszystko to – owszem – może rozstrzygnąć estetyczny dylemat, przy okazji jednak kradnie sporo cennego ciepła. A nie oszukujmy się: tanio nie jest i nie będzie. Rachunki za ogrzewanie rosną z roku na rok, ostatnia podwyżka to dopiero rozgrzewka (nomen omen) przed zimowym sezonem…

Magnetyczne maty na kaloryfer

Niedawno znajoma, która właśnie remontuje mieszkanie, pochwaliła się zakupem magnetycznej maty na kaloryfer. Trzeba przyznać, że to całkiem niezły patent na podrasowanie starego, poczciwego grzejnika. Łatwą w montażu i dostosowaną do pożądanego wymiaru osłonę możemy dostać za całkiem rozsądne pieniądze chociażby na Allegro. Wykonane z elastycznego magnezu maty nie blokują przepływu ciepła, są łatwe w montażu (tyle że nasz kaloryfer musi mieć gładką powierzchnię przynajmniej w 40%) i czyszczeniu (wystarczy przetrzeć go wilgotną szmatką). Dodatkową zaletą jest to, że takie maty można bez żadnych śladów zdjąć, kiedy już nam się znudzą i zechcemy spróbować nowego wzoru lub całkiem innego rozwiązania.

Kolorowe żeberka

Kto ma smykałkę do DIY może pobawić się w samodzielne przemalowanie kaloryfera. Pogardzane do niedawna i masowo wymieniane/wyrzucane kaloryfery z żeberkami pamiętające czasy PRL, nagle stały się dizajneskim przebojem, pożądaną ozdobą wnętrz loftowych lub industrialnych. Własnoręczne odświeżenie grzejnika to pomysł, który może dostarczyć nam sporo satysfakcji. Na rynku jest kilka niezłej jakości emalii we wszystkich barwach tęczy przeznaczonych specjalnie do tego zadania – odpornych na wysoką temperaturę i wilgoć. Warto pamiętać, że zwykła farba nie na wiele nam się tu przyda. A metamorfozy starych dobrych PRL-owskich żeberek potrafią pozytywnie zaskoczyć! Dopasowane kolorystycznie (lub przeciwnie – skontrastowane) żeliwne żeberka z utrapienia stają się pociechą dla oka. Trend zrobił się na tyle wyraźny, że nie musimy nawet szukać starych kaloryferów na pchlich targach – choć miłośnicy vintage posuwają się do tego – w salonach możemy kupić całkiem nowe w stylu PRL!


Nowoczesny dizajn 

Jeśli nie zadowalają nas półśrodki, warto odnotować, że producenci nie śpią i mocno reagują na nasze estetyczne potrzeby. Do wyboru mamy kaloryfery o finezyjnych kształtach, które śmiało można pomylić z rzeźbą współczesną, grzejniki kolorowe z możliwością samodzielnego dopasowania barwy, szklane panele z grafiką lub zdjęciem, podświetlane, a nawet z lustrem – tu ogranicza nas niemal wyłącznie wyobraźnia. Jeszcze parę lat temu była to ekstrawagancja dostępna jedynie u zagranicznych producentów. Dziś rynek się rozwija i możemy kupić elegancki, dizajnerski grzejnik rodzimego wyrobu nie rezygnując z lokalnego patriotyzmu, ba, nawet nie wyjeżdżając daleko poza granice Warszawy. Taki kaloryfer może być śmiało wyeksponowany jako główny akcent naszego mieszkania.

Panel szklany Luxrad

Niektórzy sceptycznie podchodzą do kaloryferów ze szkła, lecz niepotrzebnie – ten materiał nie tylko jest bezpieczny i trwały, lecz także świetnie przewodzi ciepło i ma właściwości antystatyczne (nie przyciąga kurzu).Taki panel może śmiało zastąpić grafikę. Śmiało sięgajmy po nowoczesne rozwiązania. Taki jednorazowy wydatek sprawi, że zrobi nam się ciepło nie tylko fizycznie, lecz także na duszy.