Wraz z pojawieniem się pierwszych wieloosobowych pojazdów w ramach
tzw. publicznego transportu zbiorowego
w mieście Warszawie, a było to gdzieś około 1835 roku, na łamach ówczesnych gazet codziennych pojawiły się liczne polemiki i dysputy jak nazwać owe dobrodziejstwo dla warszawskiej publiczności pasażerskiej. Szczególnie dla tej nieco mniej zamożnej, którą nie zawsze było stać na dorożkę, a brzydzącej się pokonywać miejskie trotuary per pedes, czyli siłą nóg własnych. Zapożyczona z francuskiego
i niemieckiego nazwa pojazdu – omnibus
− niezbyt przypadła do gustu warszawiakom
i wielu znawcom języka polskiego.



Najbardziej zaciekła, a jednocześnie najpłodniejsza pod względem wymyślonych nazw dla nowego środka lokomocji dyskusja toczyła się na stronach popularnej, codziennej, warszawskiej gazety „Kurier Warszawski”.
W maju 1835 roku ówczesny redaktor naczelny, a zarazem właściciel gazety – Ludwik Adam Dmuszewski pisał: „Życzę z całego serca przedsiębiorcom właścicielom, żeby w swej rachubie pomyślnie wyszli, bo nowość ta niezaprzeczalnie wygodę publiczną powiększa. Tylko nastręcza mi się ta uwaga, że nazwa «omnibus» za przeproszeniem Paryża, jest ni w pięć ni w dziesięć. Dlatego każdy wóz proponuję nazwać wielojazdem. Mamy w naszym języku pojazd, przyjazd, odjazd możemy mieć i wielojazd.
A tak przy okazji względem wielojazdów, aby były także z nakryciami broniącymi od deszczu i upału, i aby oznajmiano, w której godzinie regularnie będą odjeżdżać i na jakiej trasie. Proponuję, aby swoje kursy zaczynały na placu przed Ratuszem, gdyż ten jest w środku miasta, a zegar taneczny (z kurantem wybijającym melodie taneczne) służyć będzie za wskazówkę odjazdu”1.
Powyższa notatka wywołała istny grad listów do redakcji gazety, a autorami wielu z nich byli m.in. pisarze, wśród nich sam Ignacy Kraszewski.
„Daj Boże, abyśmy język nasz w czystości zachowali. Ja na ten wyraz – wielojazd nie przystaję, podobnie jak nazywanie mikroskopu – drobnowidzem. Bo czyż widzem nie jest ten kto widzi, a zatem drobnowidzem nazwałbym tego, kto drobno widzi, czyli kto drobne rzeczy widzi, ale narzędzie, przez które patrzy nie widzi, nie jest widzem, a zatem drobno widzem być nie może. Tak wiec i wielojazd, który niewiele…

Pełna wersja tego i pozostałych artykułów dostępna jest w papierowym wydaniu Kuriera Warszawskiego nr 1 (58)/2018.

Wiadomości i informacje z Warszawy http://kurier-warszawski.pl