Wertując archiwalne egzemplarze „Kuriera Warszawskiego”
w numerach z lipca 1934 roku zwróciłem uwagę na tytuły:
„City of Warsaw w drodze do Warszawy” i „Przed przybyciem samolotu „City of Warsaw”. Dla mieszkańców polskiej stolicy to sensacyjne
wręcz wydarzenie – przelot Polaków nad Atlantykiem –
miało niezwykłą wagę. Miasto żyło nim i żywo je komentowało.



Bohaterowie tej historii – dwaj bracia Adamowicze (czy też Adamowiczowie), Bolesław (Ben) i Józef (Joe) – jeszcze przed I wojną światową wyemigrowali za chlebem do Ameryki. Początkowo pracowali w małych zakładach (cukrowni i fabryce sprężyn), później – już razem – w cukrowni Arbokler Brothers. Dzięki uciułanym oszczędnościom założyli w Nowym Jorku własne przedsiębiorstwo w postaci niewielkiej wytwórni napojów chłodzących i gazowanych, a także wody sodowej. Pracowali intensywnie, a ich działalność z czasem przyniosła niezłe osiągi finansowe.
W czasie, kiedy dorabiali się majątku, na świecie rosło zainteresowanie lotnictwem. Bracia także nie pozostali obojętni wobec uroków awiacji. W 1928 roku – jeszcze jako pasażerowie – odbyli pierwszy w swym życiu lot małym turystycznym samolotem. I, jak to się mówi, połknęli bakcyla. „Samolot wlazł do głowy mnie i bratu Józefowi. Ja myślałem wtedy przez cały tydzień, że oddałbym wszystkie pieniądze, żeby móc latać” – wspominał Ben. Zawsze byli energiczni i konsekwentni. Także i tym razem nie zamierzali poprzestać na marzeniach. Za ok. 3400 dolarów kupili dwupłatowy samolot szkolny Waco i rozpoczęli naukę pilotażu i nawigacji „W naszych głowach i sercach było tylko latanie”. Dla oszczędności lekcje u profesjonalisty pobierał tylko Ben, a to czego się nauczył, przekazywał bratu.

NOSTALGIA
Jak wielu ówczesnych emigrantów, Adamowicze odczuwali nostalgię za ojczyzną. Cechował ich wielki i manifestowany patriotyzm. Zainteresowawszy się lotnictwem i doniesieniami o wyczynach lotniczych na świecie (w tym coraz liczniejszych przelotach nad Atlantykiem, które działały na ich wyobraźnię), zdecydowali się podjąć próbę przelotu nad Atlantykiem, biorąc za wzór Charlesa Lindbergha. W tym zamiarze utwierdziło ich, w sumie dość przypadkowe, zwycięstwo w konkursie samolotów turystycznych na lotnisku Floyd Bennett w maju 1932 roku, choć pokonany przez nich dystans był zaledwie… jedenastomilowy!

Pełna wersja tego i pozostałych artykułów dostępna jest w papierowym wydaniu Kuriera Warszawskiego nr 3(60)/2018.

Wiadomości i informacje z Warszawy http://kurier-warszawski.pl