No i stało się. Piotr Brabander stracił swoje intratne stanowisko. Nie jest już eskazetem, czyli Stołecznym Konserwatorem Zabytków. Nie ukrywamy, że cieszy nas to, bowiem w naszej (i nie tylko naszej) ocenie nie powinien tej funkcji piastować. W czasie swojej krótkiej „kariery” po wielokroć wykazał się całkowitą indolencją, brakiem charakteru i – nie bójmy się użyć tego określenia – i ignorancją. To dzięki jego „opiece” nad zabytkami miasto straciło bezpowrotnie m.in. willę Granzowa. W ostatnim numerze naszej gazety zadaliśmy panu Brabanderowi szereg pytań dotyczących polityki kierowanego przezeń urzędu. Nie chciał z nami rozmawiać, bo – jak twierdził – „nic dobrego z tego nie wyniknie”. Dlatego za pośrednictwem urzędu miasta udzielił nam odpowiedzi na niektóre tylko pytania. Nie raczył się ustosunkować do ostatniej kwestii, która brzmiała: „Czy wszystkie poruszone przez nas zagadnienia nie są dowodem na Pana całkowitą indolencję, która musi stawiać pod znakiem zapytania zajmowanie przez Pana stanowiska Stołecznego Konserwatora Zabytków?”. Jasną odpowiedź na to dali nam jego przełożeni.

Piotr Brabander jest już tylko wicedyrektorem w Miejskiej Pracowni Planowania Przestrzennego i Strategii Rozwoju. Na stanowisko SKZ będzie rozpisany konkurs. Póki co jego obowiązki pełni vice-dyrektor Urzędu Michał Krasucki.

Wiadomości i informacje z Warszawy http://kurier-warszawski.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ