Home 2017 nr 57 Wrzesień 2017 Nakład wyczerpany

nr 57 Wrzesień 2017
Nakład wyczerpany

104 strony o Wiśle i nie tylko…

Królowa polskich rzek. Jak na monarchinię przystało jest największa i najpiękniejsza, ale też kapryśna, zdradliwa i nieokiełznana.

Wisła… Przez wieki decydowała o losach ludzi zamieszkujących jej wybrzeża. Kilkaset lat temu jej kaprys, gdy zachciało się jej popłynąć innym niż dotychczas korytem, spowodował, że prężnie rozwijające się mazowieckie miasto Czersk niemalże z dnia na dzień straciło swoje znaczenie, by w końcu stać się małą mieścinką. Za to dała wtedy szansę innemu miastu – Warszawie, która dzięki niej mogła rozwinąć skrzydła. Tak szeroko, że w końcu tu znalazła siedzibę najwyższa władza naszego kraju. Władza wówczas królewska.

Zarówno Warszawa, jak i Wisła to „moje” od zawsze (czyli od moich narodzin) stałe miejsca. Tu się urodziłem, tu dorastałem, tu żyję. I odkąd sięgnę pamięcią, Wisła to była „nasza” rzeka. Wtedy, grubo ponad pół wieku temu jeszcze czysta, pełna plaż i ludzi tam wypoczywających, łowiących ryby i pływających łodziami wszelkiego rodzaju. Wtedy to, brodząc przy brzegu, przeganiało się ławice maluteńkich srebrzystych rybek.

Pamiętam jak my, chłopaki ze Śródmieścia, jeździliśmy nad Wisłę. Autobusem 117, który miał pętlę tam, gdzie dzisiaj stoi piękny dom kultury PROM. Od ostatniego przystanku, przez pola, szliśmy kilkanaście minut do… No, właśnie. Tu potrzebne jest krótkie wyjaśnienie. Wtedy nie było jeszcze mostu Łazienkowskiego. By dostać się w te okolice, trzeba było jechać przez „Poniatoszczaka”, a potem całą Francuską i dalej Paryską. A gdy tam doszliśmy, to mieliśmy aż trzy ośrodki wczasów miejskich nad Wisłą. Tak, tak – to były regularne ośrodki wczasowe. Po prawej „Tramwajarze” z autentycznym wagonem tramwajowym, pośrodku plaża „Milicyjna” – Komendy Stołecznej, a na końcu „Kolejarze”. „Milicyjna” była świetnie wyposażona – miała kajaki, łódki, była nawet restauracyjka i natryski, a co najważniejsze, plaża dysponowała od czasu do czasu basenem! Najprawdziwszym basenem wpuszczanym w rzekę. Ech, cudne to były czasy. Co prawda większość warszawiaków wolała dzikie plaże, bo te znajdowały się bliżej Śródmieścia. Co miało swoje plusy (nikt niczego nie nakazywał, nikogo nie strofował), ale bywało też niezwykle ryzykowne. Na mojej ulicy – Polnej pod „40” w oficynie mieszkała rodzina Grzędów. Nasz rówieśnik Rysiek Grzęda jeździł z rodzicami na te właśnie dzikie plaże. Do momentu, gdy poprosił mamę, że jeszcze tylko ostatni raz się wykąpie. Rzeczywiście, była to jego ostatnia kąpiel. Przeżyliśmy to wszyscy z podwórka mocno.

A potem…. Nadeszły lata 70. Wielkie uprzemysłowienie epoki gierkowskiej, gdy wielkie fabryki i zakłady przemysłowe lokalizowano nad Wisłą, by czerpać z niej wodę, a potem oddawać jej ścieki. Wzdłuż warszawskich brzegów wybudowano arterie komunikacyjne, które skutecznie odcięły rzekę od miasta… I tak po cichutku, z dnia na dzień, królowa polskich rzek zaczęła się zamieniać w gigantyczny ściek!

Choć jeszcze w końcówce dekady Gierka mój brat Marek zaprosił mnie i naszego przyjaciela do słynnej restauracji Nimfa na Wale Miedzeszyńskim. Łazienkowski most lśnił wtedy nowością. My, rozparci w fotelach restauracyjnego tarasu, zajadaliśmy niedzielny obiad okraszony schłodzoną wódeczką i… obserwowaliśmy wyścigi motorowodne na Wiśle. Sam Wielki Marszałek* brał udział w tym wyścigu. Widok był niezapomniany!

W latach 80. rzeka była już tylko ściekiem. Zapuszczonym i smrodliwym. Wstydliwym. I nikt wtedy, i późniejszych dziesięcioleciach, nie miał żadnego pomysłu „na Wisłę”. Aż do chwili, gdy wiślani zapaleńcy zaczęli działać. Moment był sprzyjający. Unia już stawiała swoje warunki dotyczące oczyszczalni ścieków (co w efekcie dało to nam „Czajkę”), a wielu trucicieli przestało istnieć i… Znowu pomału, cierpliwie rzeka wracała. Co prawda ciągle jeszcze Warszawa była do niej plecami, ale… Już teraz nie jest źle. A będzie coraz lepiej. No chyba, że minister środowiska wymyśli coś na podobieństwo „ratowania” Puszczy Białowieskiej. Nie wydaje się jednak, żeby to nam zagroziło. Wszak, dzięki tym aktywistom-zapaleńcom Sejm uchwalił 2017 rok ROKIEM WISŁY! I dobrze. Bo idzie ku dobremu. I o tym traktuje ten numer „Kuriera Warszawskiego”.

Życzymy miłej lektury.

Paweł Ludwicki

Kategoria:

Str. 6

Z Robertem Jankowskim, prezesem Fundacji Rok Rzeki Wisły 2017 rozmawia Agnieszka Skórska-Jarmusz

LIKWIDUJEMY „WIŚLANY ANALFABETYZM” POLAKÓW

Pamiętam taki tytuł w prasie: „Wisła tnie, Dunaj nie”. Było o tym, że Warszawa to jedyna stolica, która odwraca się do rzeki plecami i tym czymś poniżej, a lewo- i prawobrzeżna dzielnica skandalicznie ignorują się nawzajem. Tymczasem minęło parę lat, Rok Wisły dopłynął do półmetka, warszawiacy (przynajmniej niektórzy) zwariowali na punkcie rzeki, a Sejm – po raz pierwszy w historii – patronem roku uczynił pojęcie geograficzne. Powiesz, jak to się stało?

Zaczęło się od iskry w sercach zapaleńców, którzy pokochali Wisłę. Tlił się w nas bunt przeciwko marazmowi, jaki zastaliśmy nad Wisłą, zwłaszcza że przyjaciele z zagranicy co i rusz atakowali nas, mówiąc: taką macie piękną rzekę, dlaczego nic z nią nie robicie? Z drugiej strony pojawiali się turyści, którzy nie znając kulis naszych historycznych zaniedbań pytali, ile zapłaciliśmy za to, by rzekę przywrócić do tak naturalnego stanu. „Polska to musi być strasznie bogaty i ekologicznie świadomy kraj”, mówili. Było to tyleż zabawne, co smutne. Zdawaliśmy sobie sprawę, jak niesamowity potencjał przecieka nam między palcami… Cztery lata temu Jarek Kałuża, który co roku prowadzi Królewski Flis na Wiśle z Krakowa do Gdańska, zauważył, że w 2017 będzie okrągła, 550 rocznica pierwszego wolnego flisu.

Str. 8-13

Hubert Kowalski

WISŁA SKARBÓW

Zazwyczaj miejskie legendy żyją swoim życiem, są opowiadane i modyfikowane, ale rzadko mają okazję doczekać się naukowej weryfikacji. Legenda o skarbach, które mogły gdzieś tam leżeć na dnie Wisły, niedaleko miejsca odnalezienia delfina eksponowanego od dawna w Muzeum Warszawy, stała się bodźcem do rozpoczęcia prawdziwych, interdyscyplinarnych badań w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Str. 14-16

Paulina Woźniak

NADWIŚLAŃSKI BROOKLYN

Jest taka mapa – można ją znaleźć w internecie – na której ktoś ponazywał warszawskie dzielnice w sposób żartobliwy. I tak mamy Boską Hipsterię (to Śródmieście), Mordor (Mokotów), To Nie Jest Warszawa (to o Wesołej). Jest także Wawer, zwany tu Brooklynem. Nazwa, trzeba przyznać, zacna bardzo i chyba słuszna, bo ta największa warszawska dzielnica ma w sobie to coś….

Str. 18−19

Z Leszkiem Baraniewskim, zastępcą burmistrza dzielnicy Wawer rozmawiają Agnieszka Skórska-Jarmusz i Paweł Ludwicki

ROZWAŻNI I ROMANTYCZNI

− Zagospodarowując wawerski brzeg Wisły, chcemy zachować ten niepowtarzalny klimat i warunki przyrodnicze, jak najmniej w nie ingerując. Wawer jest dzielnicą mocno zatopioną w przyrodzie, czego wyrazem są np. piękne szlaki rowerowe i biegowe przez lasy Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Plażę Romantyczną zainaugurowaliśmy dopiero w zeszłym roku, a już ma liczne grono amatorów. Stała się miejscem spotkań dla młodszych i starszych mieszkańców dzielnicy i całej Warszawy. Jest już także stałym punktem na mapie fanów żeglugi wiślanej i spływów kajakowych.

Dzisiejsza dzielnica Wawer to największa i jedna z najszybciej rozwijających się dzielnic Warszawy. Jakie ważne inwestycje powstały lub powstaną w dzielnicy najbliższym czasie?

− Chcemy, by dzielnica była miejscem atrakcyjnym dla mieszkańców Wawra i dla odwiedzających nas gości z całej Warszawy, a także wychodziła naprzeciw potrzebom rosnącej liczby mieszkańców. Dlatego od wielu lat inwestujemy w infrastrukturę drogową, kulturalną i oświatową w dzielnicy.

Str. 20-23

Karolina Wojtusik

ROK RZEKI WISŁY NA PRADZE POŁUDNIE

Miasto stołeczne Warszawa włączyło się do współpracy i działań zaplanowanych nad rzeką. W tegorocznym programie miało się znaleźć wiele atrakcyjnych wydarzeń, nie tylko cyklicznych imprez znanych już z poprzednich lat. Wisła obroniła się sama przed nadmiarem eventów, koncertów, spływów, hałasu i śmieci, a przynajmniej tak to widać z naszego, południowopraskiego brzegu. Z punktu widzenia naszej dzielnicy najważniejsze jest, że gdy na lewym brzegu powstają bulwary, nasz praski prawy brzeg pozostawiono naturalnie dzikim, „niesformalizowanym” i przez to bardziej przystępnym ludziom. Po naszej stronie rzeki znajduje się pięć naturalnych plaż, kilka restauracji, baseny i rekreacyjne ścieżki pieszo-rowerowe. Większość terenów nadwiślańskich po praskiej stronie Wisły jest objęta ścisłą ochroną przyrody, stąd też trudniej tu o zorganizowanie infrastruktury rozrywkowej. Przekonali się o tym choćby społecznicy z Gocławia, którzy od lat usiłują wprowadzić w życie swój oryginalny pomysł Warszawskiej Ścieżki Łuczniczej. Odmowa Biura Ochrony Środowiska stołecznego ratusza skutecznie zablokowała, jak dotąd, ich entuzjazm. Oferujemy zatem ciszę i spokój, tak potrzebne w wielkim mieście. Praski brzeg Wisły idealnie nadaje się na weekendowe spacery z dziećmi, psami czy rowerowe wypady.

Str. 24-25

Marcin Bartnik

ARCHITEKTURA ŁĄCZENIA

Warszawa ma szczęście. W czasach stawiania architektonicznych barier w przestrzeni publicznej, na mapie stolicy konsekwentnie przybywa miejsc otwartych i wspólnych. Ostatnio dołączyły do nich bulwary wiślane.

Można zacząć od mostu Gdańskiego. Neon „Miło Cię widzieć” jest jak prognoza udanego spaceru. Szybciej. Albo wolniej. Wodząc wzrokiem po urokliwych kamienicach na skarpie Starego Miasta. Albo wypatrując pośród praskich olch i topoli korony Narodowego. Można z drugiej strony. Pierwsze kroki w towarzystwie warszawskiej Syreny. Na koniec wytchnienie wśród przyjemnego chłodu fontann na Podzamczu. Tak się składa, że wytchnienie niezbędne. Dzień wyjątkowo upalny. Trzydzieści cztery stopnie w cieniu. Można skrócić dystans. Można wpaść w pół drogi. Ot choćby przejściem pod Wisłostradą. Skądkolwiek. Dokądkolwiek. Po cokolwiek. I po nic. Tyle sposobów użycia, ilu bywalców. A bywalców sporo. Bulwary wiślane przyciągają. Nie dają się zapomnieć. Są miejscem, do którego chce się wracać. Z którego, prawdę mówiąc, nie chce się ruszać.

Str. 26-27

Aleksandra Sheybal-Rostek

PIĆ ALBO NIE PIĆ?

Brzegi Wisły przez większą część roku tętnią życiem. Liczne restauracje, kawiarenki i puby przyciągają spragnionych zabawy i trunków. Jak nietrudno zgadnąć, alkohol na bulwarach spożywają niemal wszyscy, nie tylko w przeznaczonych do tego ogródkach. Do niedawna Straż Miejska uznawała bulwar za ulicę, gdzie według prawa legalnie pić nie wolno. Jednak w 2015 roku jeden z mieszkańców Warszawy odmówił przyjęcia mandatu, bo zgodnie z definicją w Słowniku Języka Polskiego bulwar, to coś więcej niż ulica. Zaczęła się długa batalia o to, czy spacerując na Wisłą wolno pociągać z flaszki coś mocniejszego niż coca-cola. Co i dlaczego orzekł Sąd?

Str. 28−30

Rafał Jabłoński

OJ, OSTROŻNIE Z TĄ WODĄ!

Tytuł tego artykułu to przestroga zamieszczona na łamach „Wędrowcy” w sierpniu 1892 roku. Wtedy to pod Młocinami trzech studentów oraz dwie panny wybrało się na przejażdżkę „wąską łodzią retmańską”, natrafili na wir i, jak wspominał reporter, łódź przewróciła się. Wpadli do wody, z której uratował się tylko jeden młodzieniec. Stres spowodował, iż rozchorował się tak, że „zachodzi obawa, aby nie dostał obłędu”.

Str. 31

GALERIA FERRY’EGO

NA PRAWO MOST, NA LEWO MOST…

Str. 32−35

Piotr Artur Sobczak

WYLEWNA NATURA WISŁY

Wiślane powodzie od wieków wpływały na życie mieszkańców Warszawy, ale dopiero w XIX wieku zaczęto na większą skalę przeciwstawiać się okolicznościom, budując ochronne wały. Z tego okresu mamy też liczne relacje opisujące wylewy rzeki. Niejednokrotnie przypominają one opisy wypraw do egzotycznych krajów, w których więcej było malowniczości niż grozy i współczucia dla dotkniętych katastrofą. Lecz nie można się dziwić, skoro ofiarami katastrofy byli głównie ubodzy mieszkańcy Powiśla i Pragi…

Str. 36−38

Rafał Jabłoński

MOSTY: ZRYWANE, WYSADZANE, PODPALANE…

Pierwszy stały most w Warszawie budowano przez pięć lat i otwarto w 1573 roku. Za przejazd trzeba było płacić, nie tak jak dziś. Dokładnie wiadomo, gdzie stał, gdyż została po nim nazwa ulicy – Mostowa. Przetrwał 30 lat i legł pod naporem wiosennych lodów. Przez 350 lat miasto nie postawiło już żadnej stałej przeprawy. W Warszawie budowano tyko mosty łyżwowe, czyli na łodziach, albo pontonowe, na pływakach. Na porządny most o kamiennych filarach czekaliśmy do roku 1865. Był dwa razy niszczony. Podobnie dramatyczny los dotykał niemal wszystkich mostów, które budowano później.

Str. 39-41

Lech Królikowski

ŻEGLUGA PO WIŚLE

Żegluga wiślana jest tak stara, jak stare jest ludzkie osadnictwo nad brzegami Wisły. W czasach, gdy Polskę porastały prastare puszcze, rzeki były praktycznie jedynymi drogami łączącymi poszczególne części kraju. Warszawa wyrosła na tzw. szlaku czarnomorskim, a więc drodze handlowej z hanzeatyckich miast Dolnej Wisły do rejonu Morza Czarnego. Wisła, wpisana w historię miasta od jego zarania, była ważnym elementem tego międzynarodowego szlaku. Święty Jan Chrzciciel – patron najstarszego miejskiego kościoła – jest także patronem wielu zawodów związanych z wodą i żeglugą. W 1831 roku uruchomiono na Wiśle żeglugę parową, co spowodowało konieczność przygotowania odpowiednich torów wodnych, a przynajmniej oczyszczenia koryta z zalegających pni i innych przeszkód. Od tego czasu na Wiśle prowadzi się prace regulacyjne.

Str. 42−45

Andrzej Szczygielski

WSPOMNIENIA WIŚLANEGO „KAOWCA”

Załoga statku jest jak rodzina, dla dobra pasażerów musi współdziałać niczym palce jednej ręki. My byliśmy w pracy, oni przyjeżdżali dobrze się bawić przez tydzień rejsu z Warszawy do Gdańska. Żegluga Warszawska zatrudniała pracowników sezonowych, tzw. kaowców, którzy niczym w filmie „Rejs” organizowali czas wolny podróżnych. Byłem jednym z nich, na pięknym statku „Świerczewski”.

Str. 46-47

FOTOREPORTAŻ

Z WARSZAWY DO GDAŃSKA − REJS TRAUGUTTA

Str. 48−52

Lech Królikowski

CAR NAD WISŁĄ

Mikołaj II miał do Polaków stosunek znacznie cieplejszy niż jego ojciec car Aleksander I. Złośliwi twierdzili, że było to zasługą jego kochanki, pięknej tancerki Matyldy Krzesińskiej (tak, to właśnie ta, o której nakręcony niedawno film trafił na indeks filmów zakazanych w Rosji!).

Wizytę cara w Warszawie w ramach politycznej odwilży przygotowywano przez cały rok. Kwotę miliona rubli, zebraną przez poddanych jako prezent dla władcy, car przeznaczył na budowę rosyjskiej politechniki w Warszawie. Wyraził też zgodę na budowę pomnika Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu. Pojednawcze gesty była to jedna strona wizyty. Inną, nie mniej ważną była wizytacja kilku warszawskich fortów wojskowych.

Str. 54−57

Tadeusz Świątek

O WIŚLE, JEJ LUDZIACH I… PIASKU

Jedną z wybijających się w dwudziestoleciu międzywojennym warszawskich firm prowadzących wydobycie piasku i żwiru z Wisły było przedsiębiorstwo założone z końcem 1918 roku przez Bolesława Matraszka, mieszkańca Powiśla, który patent na retmana zdobył na Wiśle. Jako jeden z pierwszych warszawskich przedsiębiorców zamówił sobie pływający dom mieszkalny, który cumował zwykle w Porcie Czerniakowskim, lub dowolnym miejscu wybranym przez rodzinę. Przedsiębiorstwo Matraszków było w Warszawie prawdziwym potentatem w wydobyciu piasku, a jego pływający tabor do 1939 roku składał się z 10 łodzi (batów) i parostatku.

Str. 58−59

Maciej Pawlak

PRZEBOJE Z KRÓLOWĄ W TLE

„Nad modrą Wisłą, goniąc spojrzeniem, siedzi Marianna ze swoim Heniem”.

Piosenki z królową polskich rzek w tle stawały się nieraz prawdziwymi hitami. Wisła pojawiała się w pieśniach ludowych, żołnierskich i socrealistycznych, była tłem dla przebojów filmowych, ale największą karierę zrobiły piosenki popularne, nucone przez wszystkich. Grzesiuk, Młynarski, a przede wszystkim Niemen − kto z nas nie zna tych utworów?

Str. 60–63

Z Sebastianem Tuszyńskim, inspektorem ds. planistyki z Działu Strategii Rozwoju Systemu Tramwajowego Tramwajów Warszawskich rozmawia Jan Kucel

NOWA I NAJDŁUŻSZA: TRASA DO WILANOWA

Trasa do Wilanowa ma być największą inwestycją tramwajową od co najmniej sześćdziesięciu lat. Jaki jest jej planowany przebieg?

Tory połączą cztery dzielnice: Wilanów, Mokotów, Ochotę i Wolę, a cała trasa liczyć będzie blisko 20 km. Przebiegnie ulicami: al. Rzeczypospolitej, Sobieskiego, Belwederską, Spacerową, Goworka do Puławskiej (tu część tramwajów odbije w kierunku Śródmieścia), dalej ulicami Rakowiecką, Boboli, Rostafińskich, Banacha, Bitwy Warszawskiej 1920 roku i tunelem pod Dworzec Zachodni, gdzie powstanie wielosystemowy węzeł przesiadkowy. Dworzec z Wolą (z planowaną trasą tramwajową na ul. Kasprzaka) połączą dwie odnogi: tramwaje przez ul. Krzyżanowskiego pojadą w kierunku rozbudowującego się rejonu zabudowy biurowej na bliskiej Woli i stacji metra Rondo Daszyńskiego, a przez ul. Ordona – w kierunku nowych osiedli na Odolanach. Poza tym na Mokotowie powstaną krótkie odnogi na Sielce (na ul. Gagarina) i na Stegny (na ul. św. Bonifacego), a na Muranowie – dodatkowy kraniec dla linii Wilanów–Śródmieście. Rozważana jest też budowa dodatkowo dwóch krótkich odcinków końcowych na terenie Wilanowa. Torowisko w większości będzie przebiegało środkiem istniejących dróg: al. Rzeczypospolitej (z rezerwą w pasie dzielącym jezdnię), a także (wymagające kompleksowej przebudowy wraz ze zwężeniem jezdni o jeden pas w każdym kierunku) ulice: Sobieskiego, Belwederska, Gagarina, Spacerowa i Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Jedynie wzdłuż mniejszych ulic Rakowieckiej i Rostafińskich torowisko zostanie zbudowane z boku, zaś na Woli będzie przebiegać częściej wzdłuż planowanych ulic, niż istniejących. Przebudowa wymienionych ulic będzie obejmować także uzupełnienie zieleni i nasadzenie drzew (w miejsce tych drzew, które trzeba będzie wyciąć) oraz uporządkowanie ruchu pieszego i rowerowego.

Str. 64–66

Włodzimierz Winek

MARKA URSUS POWRACA NA WARSZAWSKIE ULICE

Zapewne niewielu czytelników, zwłaszcza tych młodszych, wie, iż autobusy marki „Ursus” znane są warszawskiej komunikacji od ponad 80 lat (pierwsze pojawiły się w 1932 roku). A niewiele brakowało, by były znane jeszcze wcześniej, bo od 1926 roku, kiedy to po raz pierwszy zaproponowano warszawskiemu magistratowi samochody marki SPA, jeszcze wówczas włoskie, ale już próbnie montowane w zakładach „Ursus”. Jednak propozycję odrzucono, podobnie jak w 1928 roku (wybrano wówczas francuskie autobusy „Somua”).
W 1932 roku ich wejście na warszawski rynek pasażerskich przewozów miejskich też nie było usiane różami…

Str. 67

kuc

MERCEDESY NA GWIAZDKĘ

Już niedługo wszyscy będziemy jeździć Mercedesem. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia na ulice stolicy wyjadą nowe, kolejne już, autobusy największej na świecie firmy produkującej takie pojazdy. Będzie ich aż 80. Zasilą flotę stołecznego przewoźnika – Miejskich Zakładów Autobusowych. Będą to znane i cenione nie tylko przez warszawiaków Mercedes-Benz Conecto LF – 45 przegubowych i 35 klasy maxi, o długości 12 metrów. Wyprodukuje je fabryka w Hosdere w Turcji. Wszystkie oczywiście niskopodłogowe. Nowe warszawskie autobusy będą miały najwyższy standard wyposażenia obejmujący: klimatyzację, elektroniczną informację pasażerską, biletomaty, monitoring oraz system zliczający pasażerów.

Str. 68–69

Krzysztof Dorcz

ZAPOMNIANY PROJEKT POMNIKA FRYDERYKA CHOPINA

W zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie / Muzeum Książąt Czartoryskich zachował się projekt pomnika Fryderyka Chopina sygnowany przez rzeźbiarza Bolesława Syrewicza. Czas, okoliczności powstania i przeznaczenie projektu są nieznane. Kompozytor wygląda na nim identycznie, jak na swoim pierwszym pomniku wykonanym przez tego rzeźbiarza pod koniec 1871 roku, który opisaliśmy w 2013 roku (nr 2/3 i 5).

Str. 70–71

BIBLIOTEKA KURIERA

Kurier czyta:

  • Marek Sandecki, Żegluga od czasów najdawniejszych do końca ery parowców, Włocławek 2015
  • Stanisław Fidelis, Semper fidelis Vistulae, Płock 2015
  • Stanisław Porębski, Turnus, Warszawa 2017

… i ogląda:

  • Ukryte piękno
  • Lion – droga do domu
  • Sztuka kochania

Str. 72–73

BYWALEC KULTURALNY

Galeria figur stalowych w PKiN

Str. 74–78

ROZMAITOŚCI

Str. 79

FELIETON ZA ZŁOTÓWKĘ

Rafał Jabłoński

PO CHOLERĘ NAM DRZEWA

Z warszawskimi drzewami dzieją się dziwne rzeczy. Parę lat temu w ciągu roku wytruto wszystkie lipy na placu Powstańców. Za usuwanie szpecących pni i poprawianie terenu magistrat zapłacił. Potem próbowano okłamywać, że drzewa tam niepotrzebne, ale dość szybko postawiono nowe, lecz w drewnianych donicach. Trzeba było je podlewać. I magistrat znów płacił. Ze Świętokrzyskiej podczas remontu poznikały kolejne drzewa, a nowych nie posadzono, bo pod spodem biegnie tunel metra. Uwierzyliśmy w to. Magistrat płacił. Przez niedopatrzenie pozostawiono kilka starych, rosnących w ziemi i tunel nie zawalił się. Teraz nasadzane są nowe, podobno podarowane nam, ale trzeba je zadołować etc. Magistrat płaci.

Str. 80–81

Edward Schwartz

MAŁE ZMIANY, DUŻY SUKCES: MITSUBISHI ASX

Ten model już na pierwszy rzut oka budzi zaufanie. Spora, ale bez przesady, bryła auta, zdaje się zapraszać do swojego wnętrza całą dorosłą rodzinę. W środku zaś poczujemy się wygodnie i bezpiecznie. Czy przy okazji może się podobać? Wydawać by się bowiem mogło, że znany od siedmiu lat kompaktowy SUV Mitsubishi już się dostatecznie opatrzył, by nie rzec znudził. A jednak nowa wersja ASX, o której wspomniałem w poprzednim numerze, jawi się nader atrakcyjnie, stylistycznie, przypominając z przodu większego i wytworniejszego kuzyna, opisywanego wcześniej Outlandera.

Str. 82–85

Smakosze Dwa

TO IDZIE MŁODOŚĆ: AIOLI I MANEKIN NA PLACU KONSTYTUCJI

Plac Konstytucji. Sztandarowa realizacja socrealistycznej Warszawy. Ostatnie chyba, w pełni zrealizowane, doskonałe założenie urbanistyczne w naszym mieście. W latach 80. i 90. ubiegłego wieku martwe, zapuszczone miejsce stolicy – dzisiaj zaczyna przeżywać drugą młodość. Znaczna jego część tętni wielkomiejskim życiem. Restauracje, mnóstwo młodych (i nie tylko młodych) uśmiechniętych ludzi… No, po prostu dzieje się.

W historii placu już tak bywało. Pomińmy czasy wielkich komunistycznych defilad. Późne lata 60. i następne dziesięciolecie. Trzy boki tego wielkiego kompleksu miały swoje miejsca, które ówcześni warszawiacy bardzo sobie cenili. Od strony północnej luksusowa kawiarnia o nazwie „Stylowa”, klub „Uśmiech” i dalej restauracja „Hawana” (od lat 70.). Na wschodniej stronie słynna kawiarnia „Niespodzianka”, w zasadzie trzy lokale w jednym.

Str. 86–87

NIE TYLKO W DNIU PSZCZOŁY – ALARM DLA ROLNICTWA PRZEZ CAŁY ROK

w latach 70. i 80. minionego wieku było 2,5 mln rodzin pszczelich, a obecnie został 1 mln, góra 1,4 mln? I chociaż 12 polskich uczelni zajmuje się pszczołami, to nie udało się stworzyć jasnego programu silnie przemawiającego do wyobraźni decydentów: korzystajmy z naturalnych sposobów zwiększenia plonów, chrońmy środowisko naturalne, a więc i rolnictwo, przed degradacją. Nie ulegajmy propagandzie koncernów chemicznych. Bo jak dotychczas to one zwyciężają.

Str. 88

Tadeusz Landa

GRUBA FISZA

Gdy przyjechał, nie mogłem uwierzyć, że to ten sam człowiek, który gościł u mnie poprzedniego dnia. Był trupio blady, miał sine usta. Trzęsącymi rękami złapał odnalezioną saszetkę i wybiegł z motelu. Odpalił silnik samochodu i tylko się za nim na drodze zakurzyło. Piętnaście minut później… wrócił. Wrócił, żeby podziękować. Przeprosił za nietakt, ale – jak rzekł – był w takim szoku, że z wrażenia zapomniał o jakichkolwiek manierach. – Ma Pan moją wizytówkę – powiedział, wręczając mi elegancki kartonik – gdybym był Panu kiedykolwiek potrzebny, jestem do dyspozycji. Dziś uratował mi Pan życie!