Home 2016 nr 54 Wrzesień 2016

KURIER WARSZAWSKI

7.50

nr 54 Wrzesień 2016

Tak niewiele ich zostało w naszym mieście zmasakrowanym przez Niemców, a po wojnie pieczołowicie restaurowanych przez Biuro Odbudowy Stolicy. Tak, tak – przez BOS, który w pierwszym rzędzie odbudował prawie 100% warszawskich kościołów i lwią część uznanych przez ówczesnych historyków sztuki za zabytki pałaców, urzędów, a nawet całych ulic jak Nowy Świat, czy Krakowskie Przedmieście. Owszem, wyburzano całe kwartały wypalonych kamienic pod nowe osiedla i arterie, ale – o czym musimy pamiętać – liczyły one wtedy po lat kilkadziesiąt
i w opinii ówczesnych nie stanowiły wartości, jaką przyznajemy im dzisiaj. Vide pamiętniki Marii Dąbrowskiej, która nie kryła radości, że secesyjne domy znikną z krajobrazu stolicy.
Reasumując – czego wtedy BOS nie odnowił, ani nie zdecydował się usunąć, straszy do dziś. Nadal są miejsca
w Warszawie, które sprawiają wrażenie, jakby wojna skończyła się ledwie wczoraj.
Czasy się zmieniły. Gusta też. Stare zapyziałe i zasiedlane przez lokatorów komunalnych kamienice są teraz pożądanym przez inwestorów i developerów towarem. Po rewitalizacji stają się luksusowymi apartamentowcami lub nowoczesnymi biurowcami. Obok tego mamy jednak całą masę inwestorów i deweloperów, którzy pragną jednego – wyburzenia zabytkowych kamienic i wybudowania w ich miejsce nowych obiektów. Bo to tańsze, łatwiejsze i więcej Pu-Mu da się
z nich wycisnąć. Postępują w myśl zasady: wybudować jak najwięcej, nie bacząc na historyczną tkankę miasta.
Na straży spuścizny miasta stoją urzędy konserwatorskie: wojewódzki mazowiecki i stołeczny. Swoją wizję zachowania historycznej substancji w rozmowie z nami przedstawiła nam obecna konserwator mazowiecka Barbara Jezierska. Stołeczny konserwator nie zechciał z nami porozmawiać. Zapewne obawiał się konfrontacji w sprawie chociażby Hotelu Europejskiego, przykrytego za jego wiedzą i zgodą kilkupiętrową szklarnią zamiast dachu.
W tym numerze pragniemy Państwu przedstawić nie tylko te złe, skandaliczne przykłady unicestwiania warszawskich zabytków, ale także przykłady pozytywne. Chcemy pokazać inwestorów, którzy z wielkim pietyzmem i dbałością o nawet najdrobniejsze detale przywracają świetność warszawskich zabytków architektury. Życzymy Państwu ciekawej lektury
Redakcja

P.S. Jednocześnie pragniemy poinformować P.T. Czytelników, że – jak to powiedział kiedyś Mark Twain – wieści o naszej śmierci są znacznie przesadzone. Po zmianie wydawcy ukazujemy się i ukazywać będziemy.

str. 6-7

Barbara Jezierska,
Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków

„Wpis do rejestru nie uchroni zabytku przed zniszczeniem. To na właścicielu spoczywa obowiązek opieki. Konserwator tego nie zrobi. Wszystkim się wydaje, że remedium na całe zło jest wpis. A potem przestają się interesować” .

str. 10

Jacek StuDziński,
Fenix Group

„Ustawa O ochronie zabytków chroni, ale w mojej ocenie zbyt restrykcyjnie i nie do końca precyzyjnie. Uzgodnienia z konserwatorem trwają miesiącami. Zabytki nie mają czasu”.

str. 13

Anna Rostkowska,
Pracownia Architektoniczno-Konserwatorska Proart

„Jak powinien wyglądać właściwy proces rewitalizacji? Przede wszystkim trzeba zbadać maksymalną ilość materiałów źródłowych i ocenić ich wiarygodność. To daje potężny argument w rozmowie z urzędnikami”.

str. 18

Tadeusz Wrzos,
Remmers Polska

„Chemii nie trzeba się bać, ale konserwacja powinna być maksymalnie zachowawcza”.

str. 30

Od Redakcji
Twarda 12 – dzika reprywatyzacja

Było gimnazjum, z wykwalifikowaną kadrą. Dla uczniów bardzo uzdolnionych, lecz wymagających specjalnego traktowania – z całej Warszawy. Choć ponad połowa działki szkolnej należy do skarbu państwa lub nie ma roszczeń (nie zostało wzruszone tylko jedno postanowienie dotyczące ułamkowej części gruntu) Rada Warszawy zadecydowała o przeniesieniu placówki na daleki Mokotów – wbrew rozsądkowi i protestom nauczycieli, rodziców i najbardziej poszkodowanych – dzieci.

str. 40

Rafał Jabłoński
Brzydki zapach pustostanów

Złota, Żelazna, Zgody, Chmielna… Gdybyśmy tak przeszli każdą dawną warszawską ulicą, to doliczylibyśmy się pewnie setki zapomnianych domów. Na co dzień już ich nie dostrzegamy, więc gniją w spokoju. Są tylko świadectwem pustych stanów w umysłach niektórych decydentów.
I czekają na swój pożar, który tak je strawi, że nie będą nadawały się do odbudowy. Czyli w ich miejscu będzie mógł stanąć „piękny okaz” architektury betonu, szkła
i styropianu.

str. 44

Aleksandra Sheybal-Rostek
Chłód nad Elektrownią Powiśle

Historia energii elektrycznej ma około 200 lat, a jej upowszechnianie w miastach następowało wraz z budową elektrowni miejskich. W Warszawie małe zespoły prądotwórcze, głównie w fabrykach, instalowano już pod koniec XIX w. Projekt Williama H. Lindleya z 1898 roku zrealizowano w 1904, gdy na Powiślu została uruchomiona Elektrownia Warszawska. W 1999 roku zakłady Elektrociepłowni Powiśle zakończyły działalność. Kolejni właściciele rujnowali i rozbierali wpisane do rejestru zabytków obiekty. Pod znakiem zapytania staje dziś nie tylko istnienie zabytku, próbuje się też wymazać nazwę i tożsamość miejsca.