Pan od książek

Fascynował nas od lat. Niespotykanej wielkości antykwariat połączony z księgarnią o wdzięcznej nazwie Gryf, przy ul. Dąbrowskiego 71. Olbrzymia witryna ciągnąca się przez pokaźny fragment budynku, zastawiona setkami książek. Przeróżnych. Ileśmy godzin przestali przed nią, skanując wzrokiem tytuły, okładki i w myślach przymierzając je do naszej redakcyjnej biblioteki! Zauważyliśmy też na jednym z regałów ilustrowane czasopisma, zatem weszliśmy z naszym „Kurierem”.



Kurier Warszawski

Pan Paweł Juzwa, antykwariusz, bibliofil i erudyta, przyjął nas serdecznie i tak zaczęła się nasza bliższa znajomość. Odtąd przygotowanie jakiegokolwiek numeru „Kuriera” nie mogło obyć się bez uprzedniej wizyty w antykwariacie. Znajomość nasza przeszła na wyższy etap – współpracy i stale okazywanej nam przez właściciela pomocy. Ileż ciekawych książek pod nasze konkretne potrzeby udało nam się tam zdobyć, wiemy tylko my. I tylko my wiemy, ile ciekawych tematów dla naszych PT Czytelników urodziło się właśnie w Gryfie, jako bezpośredni efekt wspólnych dysput. Bo nasz rozmówca jest chodzącą historią polskiego bibliofilstwa.
Jak sam przyznaje, umiłowanie do ksiąg wyniósł z rodzinnego domu, w którym biblioteka zajmowała większą część mieszkania. W latach 80. XX wieku Juzwa założył własne, podziemne wydawnictwo.
− Zabrzmi to może przewrotnie, ale były to złote czasy dla polskiego czytelnictwa – opowiada. – Wydawnictwa bezdebitowe cieszyły się niewyobrażalną popularnością. Sprzedawało się wszystko i w dużych nakładach.
Oczywiście głównym problemem każdego konspiracyjnego wydawnictwa był brak maszyn do drukowania oraz deficyt papieru. Łatwiejsze było obejście nalotów bezpieki niż stworzenie dobrej logistyki wydawniczej.
− A jednak dawaliśmy sobie radę – wspomina antykwariusz. – Papier, nawet całymi belami, kupowaliśmy na lewo w państwowych zakładach papierniczych. Z drukiem było podobnie. Wszystkie większe urzędy państwowe miały tzw. małą poligrafię, z której korzystaliśmy. Moje wydawnictwo – dodaje – drukowało w Ministerstwie bodajże Komunikacji przy ul. Hożej. Oczywiście nielegalnie.
Jak to było możliwe? Duch przedsiębiorczości był silny. Po prostu, ludzie w każdych czasach chcą zarobić… I tak jak nielegalnie kupowało się cement i cegły na budowę domu, tak samo było z papierem.

W wolnej Polsce ….

Pełna wersja tego i pozostałych artykułów dostępna jest w papierowym wydaniu Kuriera Warszawskiego nr 3 (56)/2017.

Wiadomości i informacje z Warszawy http://kurier-warszawski.pl
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułKubiccy z Powązek
Następny artykułJak obrobić staruszka