Pan od książek

1690

Fascynował nas od lat. Niespotykanej wielkości antykwariat połączony z księgarnią o wdzięcznej nazwie Gryf, przy ul. Dąbrowskiego 71. Olbrzymia witryna ciągnąca się przez pokaźny fragment budynku, zastawiona setkami książek. Przeróżnych. Ileśmy godzin przestali przed nią, skanując wzrokiem tytuły, okładki i w myślach przymierzając je do naszej redakcyjnej biblioteki! Zauważyliśmy też na jednym z regałów ilustrowane czasopisma, zatem weszliśmy z naszym „Kurierem”.



Przepełnione książkami wnętrze warszawskiego Antykwariatu Gryf na Dąbrowskiego
Tysiące tomów w Antykwariacie Gryf na Mokotowie. W jaki sposób Paweł Juzwa się w nich nie gubił – pozostaje dla nas zagadką…

Pan Paweł Juzwa, antykwariusz, bibliofil i erudyta, przyjął nas serdecznie i tak zaczęła się nasza bliższa znajomość. Odtąd przygotowanie jakiegokolwiek numeru „Kuriera” nie mogło obyć się bez uprzedniej wizyty w antykwariacie. Znajomość nasza przeszła na wyższy etap – współpracy i stale okazywanej nam przez właściciela pomocy. Ileż ciekawych książek pod nasze konkretne potrzeby udało nam się tam zdobyć, wiemy tylko my. I tylko my wiemy, ile ciekawych tematów dla naszych PT Czytelników urodziło się właśnie w Gryfie, jako bezpośredni efekt wspólnych dysput. Bo nasz rozmówca jest chodzącą historią polskiego bibliofilstwa.
Jak sam przyznaje, umiłowanie do ksiąg wyniósł z rodzinnego domu, w którym biblioteka zajmowała większą część mieszkania. W latach 80. XX wieku Juzwa założył własne, podziemne wydawnictwo.
− Zabrzmi to może przewrotnie, ale były to złote czasy dla polskiego czytelnictwa – opowiada. – Wydawnictwa bezdebitowe cieszyły się niewyobrażalną popularnością. Sprzedawało się wszystko i w dużych nakładach.
Oczywiście głównym problemem każdego konspiracyjnego wydawnictwa był brak maszyn do drukowania oraz deficyt papieru. Łatwiejsze było obejście nalotów bezpieki niż stworzenie dobrej logistyki wydawniczej.
− A jednak dawaliśmy sobie radę – wspomina antykwariusz. – Papier, nawet całymi belami, kupowaliśmy na lewo w państwowych zakładach papierniczych. Z drukiem było podobnie. Wszystkie większe urzędy państwowe miały tzw. małą poligrafię, z której korzystaliśmy. Moje wydawnictwo – dodaje – drukowało w Ministerstwie bodajże Komunikacji przy ul. Hożej. Oczywiście nielegalnie.
Jak to było możliwe? Duch przedsiębiorczości był silny. Po prostu, ludzie w każdych czasach chcą zarobić… I tak jak nielegalnie kupowało się cement i cegły na budowę domu, tak samo było z papierem.

W wolnej Polsce ….

Kiedy zniknęła cenzura, przestała istnieć esbecja i można już było legalnie drukować książki, Paweł Juzwa ze wspólnikiem założyli Warszawską Oficynę Wydawniczą „Gryf”. Było to wydawnictwo naukowe, specjalizujące się w książkach historycznych. 

− Początek lat 90. był dobry dla rynku księgarskiego – przyznaje księgarz. – Panował wtedy ogromny głód… tytułów. Tych wszystkich, które w PRL-u były zakazane. 

Po jakimś czasie Paweł Juzwa założył swój pierwszy antykwariat przy ul. Foksal. Funkcjonował tam przez 3 lata. W 1997 roku przeniósł swój sklep tu, na Dąbrowskiego. Lokal jest olbrzymi. Dwie wielkie sale, wypełnione po brzegi książkami. W sumie jest tu ich około 40 tys. No, może nie samych książek, ale wszystkiego, co łączy się z papierem – znajdziemy tu pocztówki, plakaty, druki akcydensowe i fotografie. − Jedynie znaczków pocztowych nie prowadzę – dodaje Juzwa. – Cała filatelistyka padła całkowicie. To, co było kiedyś – zdawałoby się – wspaniałą lokatą, dzisiaj jest bezwartościowe. 

Poza starymi drukami w antykwariacie jest też księgarnia ze współczesnymi wydawnictwami. Nowe książki są tu w komisie. I jak widać, mają się zupełnie nieźle, sądząc po częstych zmianach ekspozycji. I to wszystko w czasach, kiedy w Polsce padło pół tysiąca księgarń. A pozostało ich coś około 2000. W całym czterdziestomilionowym kraju! O tempora, o mores…

− Nie powinniśmy się temu dziwić – uważa Juzwa. – Żyjemy w czasach iście gutenbergowskich. Na naszych oczach książka odchodzi do lamusa. Przestaje być źródłem wiedzy, emocji, wzruszeń. To wszystko teraz można znaleźć w internecie. Moimi książkami interesują się zbieracze, których na szczęście jeszcze trochę zostało. Martwić tylko musi średnia ich wieku – przeciętna to 68 lat. Ci młodsi mają po 65. Myślę jednak, że moda na książki kiedyś powróci. Każda z nich jest przecież małym dziełem sztuki. Książki są takie „kolorytne”… I być może nawet wrócą złote czasy książki z przełomu XIX i XX w. (do czasów I wojny światowej), kiedy były one najlepsze. Drukowane na doskonałym papierze, w twardych oprawach, z pięknymi ilustracjami. I w dużych nakładach. Moda wróci, bo znów w najwyższym tonie będzie przyjmowanie zacnych gości w eleganckiej bibliotece, pełnej wspaniałych woluminów.

Paweł Ludwicki i Agnieszka Skórska-Jarmusz

P.S. Z wielkim żalem dowiedzieliśmy się, że Pan Paweł odszedł 22 listopada 2020 roku. Pozostanie w naszej pamięci.

artykuł ukazał się drukiem w Kurierze Warszawskim nr 3 (56)/2017.

Wiadomości i informacje z Warszawy http://kurier-warszawski.pl