Tytuł tego artykułu to przestroga zamieszczona na łamach „Wędrowcy” w sierpniu 1892 roku. Wtedy to pod Młocinami trzech studentów oraz dwie panny wybrało się na przejażdżkę „wąską łodzią retmańską”, natrafili na wir i, jak wspominał reporter, łódź przewróciła się. Wpadli do wody, z której uratował się tylko jeden młodzieniec. Stres spowodował, iż „rozchorował się tak,
że zachodzi obawa, aby nie dostał obłędu”.



Wisła jest potężną i nie zawsze przewidywalną rzeką. Topili się w niej nawet przezorni ludzie i solidne jednostki pływające. Na wiry nie ma bowiem mocnych, a pojawiały się niespodziewanie, co w połączeniu z silnym i zmieniającym się nurtem sprawiało, że pływanie bywało hazardem.
Na dno
Najstarsza informacja pochodzi z czasów potopu, gdy szwedzcy rabusie przeciążyli szkuty rzeźbami skradzionymi w mieście i transport poszedł na dno koło Bielan. Niedawno wydobyto część tego ładunku. Po 350 latach! Przejrzenie dziewiętnastowiecznych gazet też nie pozostawia złudzeń. Na przykład w 1827 roku zatonęły „4 galary naładowane cynkiem, który w znacznej części, a może i wszystek, wydobyty być może”. Późniejsze dzienniki wspominały o zatopieniu trzech galarów z solą, a w kolejnych latach – dwóch ze zbożem, jednego z solą i jednego z gipsem. Praktycznie nie było roku, żeby coś nie poszło na dno. Nawet tuż przed wybuchem II wojny światowej odnotowano wypadek dwóch berlinek z mąką – pękły łączące je liny, a nurt zniósł na filar mostu, ale część dobra udało się uratować.
Problemy były też z dużymi jednostkami pływającymi. W pierwszej połowie zeszłego stulecia pojawiło się sporo statków pasażerskich oraz holowników, niestety niektórymi nie zawsze właściwie dowodzono. Ponieważ Wisła często zmieniała nurt, a poziom wody bywał różny, należało bacznie obserwować rzekę. I tak koło Kępy Potockiej wpakował się na mieliznę bocznokołowiec, a długo trwało, nim został ściągnięty na wodę, podobnie zresztą jak kilka innych jednostek szorujących po piachu, o których stołeczne gazety prawie nie wspominały, bo zdarzenia miały miejsce na granicach miasta i świadków nie było. Opisany tu wypadek odnotowano w 1912 roku. Natomiast w sierpniu 1913 r …

 

Pełna wersja tego i pozostałych artykułów dostępna jest w papierowym wydaniu Kuriera Warszawskiego nr 4 (57)/2017.

Wiadomości i informacje z Warszawy http://kurier-warszawski.pl
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPić albo nie pić?
Następny artykułWylewna natura Wisły