Byliśmy na Mazurach. Maj dopisał. Pogoda jak w lipcu. Upalnie. Bezwietrznie. I zielono, zielono jak w Amazonii! Przyroda przyśpieszyła, nadążając za łaskawą aurą. To co miało zakwitnąć w czerwcu, wybuchło w maju. Świat nabrał intensywnych barw. Pola zafalowały wściekle żółtymi łanami rzepaku.



Giżycko. To baza wypadowa naszych ekskursji po okolicznych jeziorach. Kwaterujemy tuż opodal słynnej Twierdzy Bojan, w… pokrzyżackim zamku, dziś luksusowym Hotelu St. Bruno.
Po(ś)pij, jak komtur
Z oryginalnego zamczyska ostał się jeno podstawowy trzon. Boczne skrzydła z obronną basztą zostały zrekonstruowane przez właścicieli obiektu. Dodajmy – z dużym wyczuciem i kulturą historyczną. I niemałym wkładem z Unii Europejskiej.
Pokoje, zwłaszcza te w historycznej części zamczyska, wywierają niesamowite wrażenie. Wysokość pomieszczeń z antresolami, na które wspiąć się trzeba po kręconych żeliwnych schodkach, grube belkowanie wyzierające z ceglanych murów, gotyckie łukowate okna i wykute w ścianach nisze – to wszystko nie dość, że olśniewa, ale dodatkowo sprawia, że w takich warunkach mieszka się bardzo wygodnie. Dodamy tylko, że w ten historyczny entourage wpisano nowoczesne wyposażenie – luksusowe łazienki, wygodne łóżka, stylowe meble i oczywiście pełne lodówki.
Wynajęcie pokoju, jak przystało na czterogwiazdkowy hotel, obejmuje też śniadanie (szwedzki stół) w sympatycznej, przytulnie urządzonej restauracji La Biblioteque. W hotelu jest świetne spa i elegancki basen. Dla tych, którzy łączą relaks z pracą, są sale konferencyjne. A wieczorami można pograć w kręgle i curling. Jak mawia młodzież − full wypas, za całkiem rozsądną cenę…
Ahoj, przygodo!
Przez parę dni my i nasza fajna ferajna oddajemy się błogiemu dolce far niente (nieróbstwu, znaczy!) na pokładzie mazurskiego „transatlantyku” o wdzięcznej nazwie Bosman I. Dwuosobowa załoga opiekuje się nami troskliwie. Kapitan i sternik w jednym z zawodu jest muzykiem (przez lata grał w słynnej kapeli jazzu tradycyjnego Vistula River Brass Band – można posłuchać na youtube), zaś jego kolega żelazną ręką, choć w aksamitnej rękawiczce, trzyma pieczę nad niesfornymi pasażerami, panując jednocześnie nad kuchnią, trunkami i grillem.
I tak z pokładu podziwiamy uroki jezior Niegocin, Kisajno i Boczne. Przepływamy tuż obok pełnej nagich drzew Wyspy Kormoranów, które fotografujemy z drona. Podziwiamy, jak bardzo – na plus – zmieniły się Mazury, przeistaczając się w turystyczny raj…
Każdy rejs kończymy dwuetapowo. Część ferajny oddaje się zdrowotnościowym przyjemnościom w prawdziwej mazurskiej saunie pośrodku jeziora. Ci, którzy z dobrodziejstw saunowania skorzystać nie mogą, w oczekiwaniu na kolację relaksują na leżakach słynnego w całej okolicy pensjonatu Rybaczówka.
Królestwo ryby
Nawet hasło do wifi ustawione jest tu na: rybaryba. Restaurację i pensjonat Rybaczówka Kamil Stankiewicz prowadzi od kilku lat. I on, i żona pochodzą z Giżycka. …

Pełna wersja tego i pozostałych artykułów dostępna jest w papierowym wydaniu Kuriera Warszawskiego nr 2 (59)/2018.

Wiadomości i informacje z Warszawy http://kurier-warszawski.pl
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułGrochów mojej młodości
Następny artykułFabia to ma styl