Larum! Larum… Przenieśli bazar Banacha! I to „aż” kilkaset metrów od skrzyżowania dwóch ważnych arterii, w głąb osiedla. Skandal! W obronie tegoż stanęła telewizja, kiedyś zwana publiczną, a dzisiaj po prostu rządowa. Nawet filmik nakręcili. A w nim pełne nieszczęście biednych „kupców” oszukanych przez złych urzędników magistratu.

 

Jedna pani to nawet łkała, że chyba ma prawo po 25 latach do godnego miejsca pracy. Inni z oburzeniem dodawali, że bazar Banacha istniał od stu – STU – lat!!! I jak tak można teraz… No istna tragedia.

Postanowiliśmy przyjrzeć się sprawie z bliska. Z bardzo bliska. I…

Kilka słów historii

Faktem jest, że około stu lat temu w tej okolicy, na ówczesnym zadupiu miasta powstał plac targowy. Przyjeżdżali tu chłopi spod Warszawy sprzedawać swoje płody rolne bezpośrednio z furmanek. Nazywany był ów plac Zieleniakiem.

Jednak nie było to dokładnie w tym miejscu, gdzie do niedawna mieścił się bazar Banacha, lecz paręset metrów dalej w stronę Okęcia. I to tam rozgrywały się znane tragedie okupacyjne – rozstrzeliwanie warszawiaków. W miejscu, o które teraz tak zajadle walczą handlowcy z Banacha, było… boisko szkolne! Co doskonale pamiętam jako absolwent XXI Liceum im. H Kołłątaja. Tak, tak, nasze boisko – jeszcze w końcu lat 60. –  sięgało niemalże Grójeckiej, od której oddzielał nas mur. Podobnie jak od posadowionego na lewo od szkoły bazaru. I ciągle jeszcze było to zadupie Warszawy. Z jednej strony targowisko, z drugiej dworzec pekaesu, na którym non-stop wysiadywały podwarszawskie żule…

Taki sam zieleniak był na placu Politechniki w latach 50 i 60. (to też było przed wojną warszawskie zadupie). 

W tych lepszych częściach miasta stawiano hale targowe; Mirowskie, na Koszykach, na pl. Kazimierzowskim… 

Bazar Banacha w epoce Gierka

Pozostałości po przedwojennej bazarowej Warszawie trwały nienaruszone prawie do lat 70. Wtedy to powstały hale Banacha. Okolica Grójeckiej i Banacha, wraz ze słynną dekadą Gierka zaczęła się cywilizować. Wspomniane hale były tego ewidentnym przykładem. Niestety, era Towarzysza „Pomożecie?” zakończyła się z hukiem wybuchem strajków na Pomorzu i powstaniem „Solidarności”. Nastały mroczne i biedne lata 80-te. A potem wybuch wolności i dziki, łóżkowo – szczękowy kapitalizm (bo handlowano wtedy z łóżek polowych i specjalnych budek zamykanych od góry, stąd noszących miano szczęk). Bazar na Banacha rozrósł się do niebotycznych rozmiarów. Każdy kto miał cokolwiek do sprzedania stawiał „stragan” i handlował. I tak powstał bazar na Banacha (nie mylić z przedwojennym Zieleniakiem!). Ten o, który walczy dziś paru budkowych biznesmenów oraz radnych chcących zaistnieć. A także telewizja – niegdyś publiczna. 

Zresztą w historii miasta już to przerabialiśmy. Podobnie było w wielu innych miejscach naszego miasta. Warszawiacy na pewno pamiętają bazar na… placu Konstytucji. Biało-czerwone plastikowe budy z warzywami, kuchnią wietnamską i papierosami. A cały plac Defilad! To dopiero był ci bazar. 

Teraz o faktach

„Zieleniak”, ten na który lubią powoływać się m.in. radni „ochocianie”, ciągle przecież istnieje. Nowoczesny, z pawilonem handlowym i miejscami dla przyjezdnych rolników. Jest schludnie, żeby nie powiedzieć, ładnie. Towar świeży, obsługa (bazarowa, a jakże) miła i przyjazna. Jest to, o co rzekomo walczą „ochocianie” z ochockiego ratusza. Krótko mówiąc – BAZAR. Z tym, że zadbany. I radni „ochocianie”, zamiast walczyć o to, żeby na nim znaleźli swoje miejsce również ci handlarze ze zlikwidowanego targowiska (a z moich obserwacji, miejsca dla nich tam starczy) – to nie! Bazar to wszak wspaniała okazja do walki o… nie o coś, ale…! Do walki z… władzami miasta! 

 

 

 

Stary bazar Banacha to był – nie bójmy się użyć określenia – syf, kiła i mogiła. Wszechwładny bród, smród i – w takich okolicznościach – nieodłączny tzw. element. W poniedziałki bazar był de facto wymarły. Handlowali jedynie Wietnamczycy (największa grupa na całym targowisku) i kilku tych, którzy mieli budy od ulicy. Reszta na głucho zamknięta. I tak mieliśmy swojski, brudny niebywale burdel w centrum Ochoty!

A teraz…

No i stało się – wedle „ochocian” – bardzo źle, że ktoś tam w ratuszu wymyślił, żeby zamiast trzymać ten bajzel, wybudować w tym miejscu kawałek nowoczesnego miasta. Eleganckie budynki zaprojektowane przez uznaną pracownię architektoniczną. Nie! Veto! Nie zgadzamy się! To nasz syf, to nasz bajzel! I w dodatku dający nam kasę. Niezłą. 

A ja jako stary warszawiak, który w tym miejscu spędził swoje najpiękniejsze, szczenięco-uczniowskie lata chciałbym (podobnie jak moje koleżanki i koledzy z klasy), żeby w XXI wieku ta ukochana nasza Ochota była na jego miarę… 

Paweł Ludwicki

P.S. A tak na poza tym – to co w tym najstraszliwsze – monument upamiętniający bohaterską obronę Warszawy we wrześniu 1939 roku a także tablica pamięci wymordowanych na Zieleniaku Polaków w 1944 roku oblepione były (i ciągle jeszcze są) obrzydliwymi budami bazarowych biznesmenów. Mnie jako warszawiaka sercem związanego z miastem i jego historią zwyczajnie to oburza. I rani.